Zuza to wyjątkowa sunia kiedy trafiła do schroniska urzekła nas wszystkich. Zanim jednak do nas trafiła bezpańsko błąkała się w okolicach ul. Konopnickiej, Poznańskiej, znaleziona ostatecznie na ul. Nauczycielskiej w grudniu przez mieszkańca tejże ulicy. Zuza widocznie była wcześniej u kogoś w domu bo była psiakiem zadbanym choć chudym. Jej zachowanie i spojrzenie na dzień dobry sprawiało że serce samoistnie śpiewało. W pewien, zimowy grudniowy dzień została przyprowadzona do nas do schroniska, siedziała u nas niecały miesiąc czekaliśmy na właściciela, ale dni mijały a po Zuzę nikt się nie zgłaszał. I trafiła szybciutko do adopcji. Pierwsze dni w nowym domu były bardzo spokojne, Zuza zachowywała się tak jakby jej nie było, widocznie bała się że zostanie wyrzucona. Całe dnie spała, najchętniej na kolanach nowego właściciela i chodziła za nim krok w krok. Po tygodniu Zuza a właściwie Kaja bo tak została nazwana nabrała troszkę więcej odwagi, zaczęła się bawić, nawet poszczekiwać. Wszystkich wesoło witała. A najbardziej zaskakujące było to że w drugi dzień jej pobytu w nowym domu idąc na spacer Kaja chodziła bez smyczy, sama pilnowała się właściciela i tak jest po dziś dzień. Kaja szybko się zadomowiła ma ogromny dom i bardzo duże podwórko gdzie może się wybiegać. Kaja jest oczkiem w głowie nowych właścicieli, i zasługuje na szczególne traktowane. Bo nie idzie jej nie pokochać.
Zuza/Kaja
TABI
Tabi został adoptowany 7 sierpnia 2008 r. Ten śliczny psiak znalazł swój dom i zyskał kochającą rodzinę, która opisuje: „Tabi jest pieskiem niesfornym , lubiącym się bawić i rozrabiać . Lecz jednocześnie uwielbia pieszczoty, jest łagodny dla dzieci i lubi się z nimi bawić. Rzadko mu się zdarza ,żeby się posłuchał ale i tak bardzo go kochamy :)”.
ZUZIA
Dnia 9 stycznia 2008 roku do schroniska trafiło 7 uroczych maleństw, z czego jedna suczka znalazła swój wyczekany, ciepły kąt u pani Pauliny, która opisuje: " Adoptowałam ją 18 stycznia 2009 r. Maleńka wabi się Zuzia. Jest straszną przylepą. Przez zaledwie 3 dni pobytu w nowym domu już rozkochała w sobie cała rodzinę. Jest strasznie posłuszna, chociaż ma dopiero 2 miesiące! Jej ulubionym zajęciem jest zabawa ze "starszą koleżanką" - Asti. (moją drugą suczką, która zresztą też adoptowałam ze schroniska 2 lata temu). Mam Zuzie od 3 dni u siebie, ale już stała się nieodłączną częścią mojego życia i teraz nie wyobrażam sobie bez niej ani jednego dnia. Jest małą rozrabiarą i psotnicą. Każdy kapeć napotkany na swojej drodze w domu wynosi do swojego legowiska i pilnuje jak swój największy skarb. Jak na tak młodego psa jest bardzo mądra. Apeluję do wszystkich ludzi, którzy jeszcze nie mają u siebie w domu ani jednego zwierzaka a zastanawiająsię nad jego pojawieniem się , aby psy lub koty brali właśnie ze schronisk, ponieważ takiego uczucia jakie dają zwierzaki ze schroniska , nie da żadny inny pupil. "
Zuzia
Zyta
Jeszcze do niedawna w naszym schronisku, była bardzo ładna sunia, która nazywała się Zyta. Zyta a potocznie nazywana Białą - przez pracowników schroniska, trafiła do nas zimową porą w bardzo fatalnym stanie. Nie wiemy, czego doświadczyła w przeszłości, ale sądząc po jej oczach można było dużo wywnioskować, że nie spotkało ją nic przyjemnego. Zaraz po przyjęciu tego biednego psiaka do schroniska, zajął się nim lekarz. Nasza Zyta miała przeprowadzony zabieg oczu. I tak tkwiła w naszym schronisku aż do dnia 13 lipca 2008 roku. Wtedy los naszej Zyty się zmienił. Nasza psina została zabrana do Warszawy do domu tymczasowego. Mieszkała z Panią Marta, która ma jeszcze goldena Nika. Nasza Biała bardzo dobrze dogadywała się z nim. W czasie pobytu w Warszawie nasza Zyta przeszła szereg różnych badań, w tym między innymi, także kolejny zabieg oczu. Niestety z jej powiekami nie da się już nic zrobić, co oznacza, że będzie trzeba jej codziennie wieczorem przepłukiwać oczy preparatem typu świetlik itp, bo do jej oczek dostaje się znacznie więcej świństewek niż u normalnego psiaka. Naszczęście da się z tym żyć. A to także nie odstraszyło nowych właścicieli naszej Zyty by ją zaadoptować. Z Warszawy nasza Biała trafiła do Wałbrzycha a stamtąd do Katowic do swojego nowego domu i nowych kochających właścicieli. A oto jej fotka.
Zyta ( po lewej) wraz ze swoim przyjacielem Nikiem
Tino adoptowany został przez Panią Beatę i Marka w połowie grudnia 2007 roku. Na jego temat ciężko im się wypowiedziec w kilku słowach. "Właśnie bawi się piszcząca kaczka w pokoju u syna, bo wie ze tylko tak może go obudzić. Uwielbia biegać i to szybko tak wiec zmusił cala rodzinę do spacerów rowerowych a nie pieszych, dba o nasza kondycje fizyczna. Nie lubi być sam w domu. ale jak zostaje nie rozrabia. Nie je i nie pije, jeśli nikogo nie ma w domu, czeka. Nie jest agresywny, ale melduje, jeśli ktoś obcy wchodzi na `jego` teren. Nie wychodzi sam na spacery mimo ze działka nie jest ogrodzona. Dochodzi do granicy chodnika i tam zostaje. Lubi dzieci, nie lubi jak się na nie krzyczy - wtedy szczeka, nawet jak dzieje się krzywda obcym dzieciom. Ma kilka swoi miejsc w domu: oficjalny kosz w centralnym punkcie na granicy kuchnia-korytarz-salon, parapet okna w salonie, poduszkę na podłodze w sypialni, poduszkę w moim biurze. To są te oficjalne miejsca, a ma jeszcze kilka swoich ulubionych. Teraz śpi na krześle, które stoi obok mojego w biurze. Jak jesteśmy w salonie szuka miejsca żeby się przytulić, w sypialni chętnie wchodzi do lóżka - tego mu nie wolno ale jak śpimy nie możemy reagować U syna w pokoju ma miejsce na kanapie, lubi mój fotel w salonie, ławkę w kuchni przy stole. Nie kradnie jedzenia ze stołu, nie przejada się, wiec nie trzeba mu ograniczać jedzenia, zawsze ma cos w misce. Mamy go dopiero od polowy grudnia 2007 roku, uczy się bardzo szybko, czasami za szybko.. szczególnie głupot. Melduje, jeśli musi wyjść, i wybiera sobie osobę, z kim chce wyjść. Jest naszym ´dzieckiem´ w domu. Lubi jazdę samochodem, na trasach nie je i nie pije nawet jeśli to trwa 12-14 godzin, na każdym postoju dostaje miskę z woda ale jej nie ruszy. Lubi soczyste jabłka w cienkich plasterkach, nie przepada za psimi smakołykami. Smakołykiem jest świeża kość z chrząskami i reszta mięsa. Bardzo wdzięczny pies i kochający. Wniósł wiele radości do naszego domu i zdrowia. Chodzimy lub jeździmy kilka razy dziennie na spacery, z radością wchodzi się do domu, bo powitanie jest bardzo serdeczne. Jest stałym tematem do rozmów i obiektem obserwacji, która sprawia niesamowita przyjemność. Przyjęcie go do rodziny było bardzo dobra decyzja. W schronisku był tym pierwszym który ´wpadł w oko` i został. Tak jak się mówi miłość od pierwszego spojrzenia. Polecam wszystkich przyjęcie takiego przyjaciela do domu. Jest się do kogo odezwać, może nie rozumie ale słucha. Dba o regularne spacery a przy o regularny tryb życia. Na spacerach zawiązują się nie tylko psie znajomości i przyjaźnie, w ten sposób poznałam bardzo wielu ludzi. Jest dobrym pretekstem jeśli nie chcemy kogoś odwiedzać, a ludzi którzy nie lubią zwierząt nie warto odwiedzać, bo nie, znają prawdziwego znaczenia słowa przyjaźń".
Tino-Pysio
Bela trafiła do schroniska wraz z innymi szczeniakami. Nie musiała długo czekac na dom, w krótkim czasie została adoptowana przez panią Magdę która opisuje:
"Pragnę państwa poinformować , że Bela a teraz Sonia ma się naprawdę dobrze i stała się naprawdę szybko ukochaną pupilką rodziny, jest niezwykłą przylepą i zalizałaby na śmierć, zadziwiające jest to, że tak młody pies jest tak posłuszny….. choć, na początku miała chrapkę na pierwszy raz widziane kurki i krówki…. Uczy się w zadziwiającym szybkim tempie!!!!
A oto jej fotka!!"
Bela - Sonia.
MAX
Max został adoptowany w kwietniu przez Panią Beatę, miał wtedy 2 miesiące. Był taki malutki . Dzisiaj to mały rozrabiaka i bardzo inteligentny psiak. Uwielbia się bawić ze swoim kolega z podwórka. Kiedy napsoci to schowa się i niemożna go znaleść. Ale jak przyjdzie i spojrzy głęboko w oczy to każdy mu wybacza :)